Dziewczyna pchnęła ręką w stare białe drzwi, które uchyliły
jej się, delikatnie przy tym skrzypiąc. Rześkie podmuchy wiatru pieściły jej
mokre, szczypiące od łez policzki. Jeszcze pięć sekund temu tysiące słów
ściskało jej gardło, pragnąc wydostać sie na zewnątrz. Chciała krzyczeć, tak
cholernie glośno,aby sprawiło jej to ból. Jakaś nieziemska siła rozrywała ją od
środka, miażdząc przy tym każdą z jej
maleńkich, kruchych kości. Mogłaby w tamtej chwili zrobić wszystko, żeby pozbyć
się tego uczucia. Wszystko, co sprawiłoby że nagle sie obudzi, że okaże się to
jej najgorszym koszmarem. Niestety "sen" trwał dalej. Biegła. Sama
nie wiedziała dlaczego. Nie czuła zmęczenia. Jej emocje nie mogły się
ustatkowac. Ból mieszał się z rozżaleniem i szokiem, robiąc od czasu do czasu
miejsce ogromnej złości.
- Macy!- usłyszała krzyk przyjaciołki gdzieś za jej plecami,
ale nie zwróciła na to uwagi. Biegła
dalej przed siebie z coraz większą prędkością. Jej wzrok skupiał sie gdzieś na
jakimś niewidzialnym punkcie w oddali. Mijała ludzi na ulicy, ktorzy
przyglądali jej się z dużym skupieniem. Większość z nich patrzyła na nią jak na
wariatke, w sumie nie ma co sie dziwić. Dlaczego szesnastoletnia dziewczyna w upalne, letnie popołudnie biegnie
sama bez celu? No właśnie. Gdyby którekolwiek z tych ludzi wiedziała czemu.
Gdyby ktokolwiek jej wtedy jakoś pomógł, może wszystko wyglądałoby później
inaczej. Tylko że nikt tego nie zrobił.
Po chwili dziewczyna stanęła na środku ulicy. Wzięła
ostatni, głęboki wdech i przymknęła czerwone od łez powieki. Niewiele myśląc
rzuciła się tuż pod przejeżdzająca ciężarówke. Ostatnie co usłyszała to
straszny zgrzyt, a potem nie było już nic.