czwartek, 9 lipca 2015

Prolog


Dziewczyna pchnęła ręką w stare białe drzwi, które uchyliły jej się, delikatnie przy tym skrzypiąc. Rześkie podmuchy wiatru pieściły jej mokre, szczypiące od łez policzki. Jeszcze pięć sekund temu tysiące słów ściskało jej gardło, pragnąc wydostać sie na zewnątrz. Chciała krzyczeć, tak cholernie glośno,aby sprawiło jej to ból. Jakaś nieziemska siła rozrywała ją od środka, miażdząc przy tym  każdą z jej maleńkich, kruchych kości. Mogłaby w tamtej chwili zrobić wszystko, żeby pozbyć się tego uczucia. Wszystko, co sprawiłoby że nagle sie obudzi, że okaże się to jej najgorszym koszmarem. Niestety "sen" trwał dalej. Biegła. Sama nie wiedziała dlaczego. Nie czuła zmęczenia. Jej emocje nie mogły się ustatkowac. Ból mieszał się z rozżaleniem i szokiem, robiąc od czasu do czasu miejsce ogromnej złości.
- Macy!- usłyszała krzyk przyjaciołki gdzieś za jej plecami, ale nie zwróciła  na to uwagi. Biegła dalej przed siebie z coraz większą prędkością. Jej wzrok skupiał sie gdzieś na jakimś niewidzialnym punkcie w oddali. Mijała ludzi na ulicy, ktorzy przyglądali jej się z dużym skupieniem. Większość z nich patrzyła na nią jak na wariatke, w sumie nie ma co sie dziwić. Dlaczego szesnastoletnia  dziewczyna w upalne, letnie popołudnie biegnie sama bez celu? No właśnie. Gdyby którekolwiek z tych ludzi wiedziała czemu. Gdyby ktokolwiek jej wtedy jakoś pomógł, może wszystko wyglądałoby później inaczej. Tylko że nikt tego nie zrobił.


Po chwili dziewczyna stanęła na środku ulicy. Wzięła ostatni, głęboki wdech i przymknęła czerwone od łez powieki. Niewiele myśląc rzuciła się tuż pod przejeżdzająca ciężarówke. Ostatnie co usłyszała to straszny zgrzyt, a potem nie było już nic.